Oryginalny tytuł: Passion of the ChristReżyseria: Mel GibsonScenariusz: Benedict Fitzgerald, Mel GibsonZdjęcia: Caleb DeschanelMuzyka: Jack Lenz, Shankar, Martin Tillman, John DebneyKraj: USA, WłochyGatunek: Dramat, BiblijnyPremiera światowa: 25 luty 2004Premiera polska: 05 marca 2004Obsada: James Caviezel, Maia Morgenstern, Hristo Jivkov, Francesco De Vito, Luca Lionello, Monica Bellucci, Hristo Shopov, Rosalinda Celentano

    Film opowiada historię Jezusa Chrystusa, dokładnie 12 ostatnich godzin

jego życia. Jezus Chrystus został zdradzony przez jednego ze swoich

uczniów, Judasza. Zostaje on pojmany. Lud chce aby Jezus został

ukrzyżowany. Zwracają się do Piłata z prośbą o pozwolenie. Ten jednak

nie chce się zgodzić. Wysyła ich do Heroda, który również nie podejmuje

żadnej decyzji. Wracają więc do Poncjusza. Po straszliwym biczowaniu

Piłat daje ludowi wybór, albo wypuści wielokrotnego mordercę Barabasza

albo Jezusa. Lud jednak wciąż chce ukrzyżowania Chrystusa. Piłat umywa

ręce i zostawia decyzję im. Podczas drogi krzyżowej Jezusowi towarzyszą

ludzie, którzy go kochają i wierzą w niego, w tym także jego matka

Maria, Maria Magdalena oraz jeden z jego apostołów Jan.   

Jest to film nakręcony w oparciu o Pismo Święte. Nie wiem czy w ogóle

powinnam pisać o tym filmie, ale muszę się podzielić uczuciami jakie we

mnie wzbudził owy film.    Film jest dość niezwykły. Nie zawiera

zbyt wielu dialogów, ale według mnie jest czytelny doskonale. Jeszcze

żaden film do tej pory mnie tak nie poruszył. Dosłownie żaden! A ten

film porusza mnie za każdym razem jak go oglądam.     Pamiętam jak

byłam na nim w kinie. W momencie, gdy chłostali Jezusa, poczułam coś

dziwnego, można powiedzieć, że prawie nic nie widziałam przez łzy. Nie

mogłam zresztą patrzeć na to co się tam działo w tym filmie. Nie mogę

uwierzyć, że ludzie byli tak okrutni i niestety nadal są, ale to po

prostu przechodzi ludzkie pojęcie. Oczywiście każdy wierzący wie o

czym jest film i co tam w nim będzie, ale takiej brutalności to chyba

nikt się nie spodziewał. Ponieważ film był kręcony na podstawie Biblii

nie trudno jest się domyśleć, że tak właśnie to wszystko wyglądało.    

Niezwykłym wątkiem była tutaj miłość Marii. Bardzo mnie wzruszył

moment, w którym Maria biegła do Jezusa, gdy upadł. Rozpłakałam się, po

raz kolejny zresztą i wcale się tego nie wstydzę. Na uwagę zasługują

tutaj wspomnienia idealnie pasujące do danych sytuacji, które wzbudzały

dodatkowe silne emocje. Straszliwe dla mnie było samo przybijanie

Jezusa do krzyża. Znowu płakałam! Nie znoszę brutalności na ludziach,

którzy na to nie zasłużyli, ale jak widzę jak krzywdzą Jezusa i

wyobrażam sobie, że coś takiego miało miejsce tuż przed jego śmiercią i

późniejszym zmartwychwstaniem to po prostu płaczę jak małe dziecko.

Czuję jak zaczyna boleć mnie serce, że jestem takim strasznym

grzesznikiem i nie doceniam tego jak Jezus się dla nas poświęcił, jak

poświęcił się również dla mnie.     Niesamowite było przedstawienie

momentu Zmartwychwstania, po prostu zaparło mi dech w piersi. W dodatku

jeszcze ta muzyka, czasami czułam... nie wiem jak to opisać to uczucie,

czułam się tak jakbym tam była, jakbym przeżywała to razem z Jezusem,

jakbym odczuwała wszystkie troski Marii. Wspaniałe uczucie 🙂   

Bardzo efektowne były dwa momenty jak dla mnie. Gdy Jezus rysował w

piasku i ten piasek tak fajnie do góry prysnął, gdzieś to było

tłumaczone jak Gibson to zrobił. Drugi był moment, gdy Jezus już umarł i

spadła pierwsza kropla deszczu i się tak fajnie rozprysła. To było

cudowne 🙂    Aktorzy bardzo wczuli się w rolę i według mnie zostali

idealnie dobrani. Caviezel w roli Chrystusa był po prostu doskonały.

Nie wyobrażam sobie kogoś innego w tej roli. Było to dość trudne

zadanie, ale według mnie James sobie poradził. Na szczególną uwagę

zasługuje tutaj Rosalinda, która grała Szatana. Przerażała, oj tak! W

tej roli była genialna według mnie. Maia Morgenstern jako Maria była

bardzo przekonywująca. Bardzo dobrze zagrała matkę Chrystusa i bardzo

uczuciowo, pokazała na co ją stać.    Film podobał mi się ogromnie.

Nie wiem czy dlatego, że był taki straszny pod pewnym względem. Podoba

mi się to, że potrafi trafić do serca człowieka, oczywiście nie każdego,

bo czytałam, że niektórzy są wrogo nastawieni do tego filmu, ale po tym

filmie za każdym razem jak go oglądam mam ochotę się zmienić, mam

ochotę być lepszym człowiekiem, czuję się nawrócona. Szkoda tylko, że

jutro nie przystąpię do komunii świętej.

Luty powitał nas mrozem, z domu wychodzić się nie chce. W taką pogodę najlepiej jest zasiąść na fotelu w pobliżu kominka czy grzejnika i zabrać się do czytania czasopisma. Ja na ten przykład zaglądam do lutowej Nowej Fantastyki.Drugi tegoroczny numer chyba najpopularniejszego pisma fantastów spadł na mnie znienacka, ale ucieszył mnie wielce i kusił w czasie sesji. Dziś w końcu bez wyrzutów sumienia zabrałam się do czytania.Z artykułów na pierwszy ogień poszedł tekst Jerzego Rzymowskiego dotyczący ekranizacji baśni - zarówno tych najpopularniejszych jak i tych mniej znanych. Autor w barwnych słowach przybliżył produkcje nowsze i starsze i wydłużył moją listę "do obejrzenia" o kilka pozycji. To samo stało się po przeczytaniu Azylu dla kiepskich fimów, bo kiepski film czasem nie jest zły :).W następnej kolejności przeczytałam Smoki niebanalne, skąd pozyskałam kilka ciekawych informacji o wielkich, fantastycznych gadach, które tak często pojawiają się w powieściach i filmach.Oczywiście, prócz artykułów na łamach najnowszej NF pojawiły się również opowiadania, jak zawsze okraszone wspaniałymi ilustracjami. Na szczególną uwagę zasługują: Zapisane w snach Jarosława Sopińskiego i Bogowie co drugiej środowej nocy (S. L. Farell).Całości dopełniają felietony (między innymi Łukasza Orbutowskiego i Rafała Kosika) i recenzje dotyczące książek, filmów seriali i gier.Nowa Fantastyka kojarzy mi się zawsze z ciekawymi opowiadaniami i artykułami na tematy, które mnie interesują. Numer lutowy nie zawiódł mnie w tej kwestii utrzymując poziom, do którego przyzwyczaiłam się czytając i przeglądając wcześniejsze numery. Gorąco polecam nie tylko wielbicielom fantasy i sf, ale także tym, którzy lubią oglądać filmy czy sztuki teatralne.Za egzemplarz do recenzji dziękuję redakcji Nowej Fantastyki